Szukaj
  • Adam Ruda-Rożniakowski

Udany trolling sukcesem kampanii

#Icelandverse

Film, który znajduje się poniżej jest pozornie zwykłą produkcją reklamową, zachęcającą do odwiedzenia Islandii. Nie ma w nim nic nadzwyczajnego poza oczywiście cudownymi widokami oraz... mokrą wodą. Nie rozumiejąc kontekstu można nawet zaryzykować stwierdzenie, że materiał jest nudny. Żeby zrozumieć co tak zachwyciło społeczność w sieci trzeba wpierw zobaczyć wystąpienie Marka Zuckerberga ogłaszającego nową erę wirtualnego świata, w którym „będziesz w stanie zrobić prawie wszystko, co możesz sobie wyobrazić”.

Film promujący turystykę Islandii otwiera sobowtór Zuckerberga ze znajomą fryzurą i charakterystyczną czarną koszulką z długimi rękawami i nawet gesty prowadzącego są kopią. Jednocześnie mamy pokaz skrajnie odmiennych pomysłów na spędzenie czasu w naturalnym, surowym środowisku, a nie wyidealizowanym wirtualnym świecie, tu każde zdanie jest kpiną, ironią, sarkazmem: „Cześć i witaj w tym bardzo naturalnym otoczeniu” – mówi śmiertelnie poważnie prowadzący: „Dzisiaj chciałbym porozmawiać o rewolucyjnym podejściu do łączenia naszego świata bez bycia super dziwnym”.


W reklamowym spocie otrzymujemy alternatywę dla łączenia się przez awatary i wszelkich form wirtualnej rzeczywistości. Prowadzący wychwala zalety namacalnego świata i wszystko ma tu znaczenie: mrugnięcie okiem, czy skinienie głową: „wzmocniona rzeczywistą rzeczywistością (...)”

Ta reklama turystyczna jest znakomicie samoświadoma, wychwalając cuda realnych podróży, sprytnie przekonuje, że rzeczywistość rozszerzona (ang. augmented reality) nie może konkurować z realnym życiem (ang. IRL, In Real Life): „W naszym otwartym świecie wszystko jest prawdziwe”

Spot zabiera widzów na wycieczkę, która prezentuje oszałamiające krajobrazy Islandii. Od zorzy polarnej: „niebo, które można zobaczyć na własne oczy”, przez prawdziwe skały, prawdziwą dziką przyrodę, prawdziwe gejzery, po niezliczone spektakularne wodospady.

Okazuje się, że materiał doczekał się reakcji samego trollowanego.

To kolejny film promocyjny stworzony przez speców od marketingu i wsparty przez islandzki rząd. W zeszłym roku zachwycałem się kampanią promocyjną Nowej Zelandii, która również odniosła sukces dzięki kreatywności twórców.

Marzę o takiej formie promocji Polski, bo nawet kiedy wydajemy i produkujemy spoty na wysokim poziomie, jak chociaż ten z Gibsonem to brakuje w nich radości, entuzjazmu, przez to siły przekazu zmuszającego do decyzji... idę po walizki.


or whenever...